O ćwiczeniach i bieganiu słów kilka

Ostatnio, w naszej małej motywującej grupie, którą założyłyśmy z dziewczynami, aby wspierać się w odchudzaniu, rozmawiałyśmy znów o dietach i ćwiczeniach. Grupa istnieje już parę dobrych lat, nawzajem się motywujemy, żalimy, dyskutujemy i doradzamy. Powodem rozpoczęcia dyskusji był mój wpis o tym, że się podnoszę po raz któryś tam:

„Podnoszę się… po raz milion sześćsettysięczny…

Poddałam się tuż przed świętami i zaczęłam jeść słodycze… nie cierpię tego…”

I tak właśnie było.

Po pięknym, dość długim okresie zbilansowanej diety i ćwiczeniach, które były ułożone przez trenerkę, zaczęłam powoli odpuszczać i się zapominać. Zaczęło się tuż przed świętami Bożego Narodzenia. A to z braku czasu na gotowanie, a to z powodu przygotowań kulinarnych do świąt, itp. Później nadeszły święta, i tutaj znów wiele okazji do podjadania. No, bo wiadomo, wszystko dostępne przede mną na stole, wszystko pięknie i apetycznie podane, ogromny wybór pyszności i do tego mój brak zahamowań. Choć i tak starałam się jeść potrawy przygotowane przeze mnie, wg wytycznych dietetyczki, to i tak nie udało mi się trzymać swojej diety w 100%.

Poległam…

Między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem troszkę przystopowałam, lecz wtedy wyjadaliśmy wszystkie pozostałości po świętach, załatwialiśmy różne sprawy, na które nie mamy zazwyczaj czasu z racji pracy itp. Wtedy też pojechałam z U. na zakupy. Potrzebowałam dość sporo nowych ubrań do pracy. Po tak długiej przerwie (3,5 roku) i po zmianie figury (-23kg oraz poprawa sylwetki po ćwiczeniach), stare ubrania już na mnie nie pasowały, były za duże lub nieforemne, zmieniła się moda, albo też przestały mi się podobać. Zakupy były bardzo owocne.

Zaopatrzyłam się w kilka par nowych spodni, sukienki, spódnice, żakiety, sweterki i bluzki. Do tego  też niezbędne akcesoria. Super!

Na początku stycznia udało mi się na chwilę wrócić do treningów i diety. Nie trwało to jednak długo, gdyż w związku z powrotem do pracy i ze zmianami w przedszkolu naszedł mnie spory stres i zaczęłam to zajadać, głównie słodyczami.

I trwało to tak, aż do teraz.

W końcu postanowiłam się ogarnąć, bo szkoda mi tej masy nowych ubrań. Szkoda tego wysiłku, który włożyłam w dietę i ćwiczenia i dojście do obecnego wyglądu. Dlatego napisałam posta, ale też wzięłam sobie to głęboko do serca. Postanowiłam się ogarnąć. I tak rozpoczęła się dyskusja. Cześć z nas jest na poście, cześć na diecie od trenerki, część na własnej diecie, część ćwiczy, a część nie. Rozmawiałyśmy, dlaczego niektóre z nas nie lubią ćwiczyć, albo biegać.

A ja lubię ćwiczyć.

Lubię czuć napinające się mięśnie, ich pracę. To niesamowite uczucie, szczególnie, gdy zaczęłam ćwiczyć świadomie i poprawnie technicznie. Wtedy te ćwiczenia nie męczą, bo nie jest to po prostu machanie ręką czy noga, ale świadoma praca mięśni. Nie umiem tego wyrazić, ale to jest cudowne! I lubię też biegać. Kiedyś tego nienawidziłam, ale odkąd nauczyłam się biegać, to sprawia mi to przyjemność. Czasem, gdy gdzieś jedziemy autem i widzę leśną drogę, albo drogę przez pola, to właśnie wtedy sobie mówię: „pobiegałabym”. I ta satysfakcja z pokonywania coraz dłuższych dystansów, albo coraz większej prędkości. Rewelacja! Najgorzej mi teraz znaleźć czas, gdy nie jestem wypruta do granic możliwości, żeby poćwiczyć lub pobiegać. Ale tym właśnie postem się sama zmotywowałam!

Najgorsze dni za mną, więc dziś idę do akcji!

Będę sobie stawiała małe cele, tak jak już wspomniałam o tym we wpisie o odchudzaniu (link do Nie jem słodyczy). Zacznę dziś od 20 minut ćwiczeń na orbitreku. I tak będę ćwiczyła codziennie przez tydzień. To mi da zaprawę do zwiększenia intensywności, dodania nowych ćwiczeń i powrocie do treningów siłowych oraz biegania.

Pozdrawiam
Ewa

4 thoughts on “O ćwiczeniach i bieganiu słów kilka

  1. Ewa rozumiem Twoje rozterki i cieszę się, że wróciłaś do biegania <3 🙂 Poza tym ogromnie Ci gratuluję tak spektakularnej metamorfozy!!! Do tego potrzeba ogromnej siły.

    Kiedyś miałam skoki wagi, etapy rzucania się na słodycze i etapy "czystego jedzenia". Nie mogłam w pełni zaakceptować swojego ciała, ciągle się miotałam, walczyłam. Zmieniłam sposób myślenia, przestałam zmuszać się do czegokolwiek, motywacje oparłam na pozytywnych przesłankach, a nie negatywnych "ograniczeniach". Na pewno pomocne w tym procesie było przewartościowanie wielu kwestii – przede wszystkim przestałam koncentrować się na wyglądzie – a skupiłam się na zdrowiu. Okazało się, że wygląd dopasował się do mojego zdrowszego umysłu 😉
    Niedawno na blogu pisałam trochę o takiej budującej motywacji jeśli masz ochotę rzucić okiem 🙂 http://coachingserca.pl/zbuduj-swoja-motywacje/

    1. Dziękuję! Tak, tamta droga była ciężka, ale jestem z siebie niezmiernie dumna, że udało mi się ją przejść. Przede mną teraz trudniejszy etap doprowadzenia do wymarzonej wagi i sylwetki. Pracuję nad tym ciężko, raz lepiej, raz gorzej. Mam nadzieję, że z powiewem wiosny motywacja skoczy do góry i uda mi się wreszcie ruszyć z miejsca. A do Ciebie chętnie zaglądam już od paru dni 🙂 Pozdrawiam :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *